A ze zmianą pogody…?

Autor: Marta Rachon (9) | piątek, 23 Październik 2009

Za oknem szaroburo i ponuro i zaczyna mi się marzyc kubek gorącego kakao, albo jeszcze lepiej czekolady z cynamonem, i ciepły kocyk… A ze zmianą pogody — o zgrozo! – przyszły inne zachcianki. Niezbyt natrętnie, ale od czasu do czasu mnie nachodzą i próbują złamać.

Codziennie, jadąc do pracy, mijam pierogarnię, w której niegdyś dane mi było spróbować niebiańskich racuchów i chrupiących placków ziemniaczanych (wspominałam, że jestem łakomczuchem?). Tym razem jednak, nie zapach racuchów za mną chodzi. Mam chęć na pierogi, najprostsze, z wody, albo z pieca; nigdy nie przepadałam za tonącymi w tłuszczu i skwarkach. Plackami ziemniaczanymi też bym nie pogardziła – to jest to, co tygryski lubią… bardzo, a pogoda na dworze niestety nasila tę chętkę (najłatwiej zwalić na nieciekawą pogodę, chociaż cos w tym musi być…).

Nie mogę narzekać, bo w tym tygodniu naprawdę jadłam pyszności. Najmniej jestem przekonana do caponaty z bakłażanów. Natknęłam się na to danie dawno dawno temu, a teraz znalazłam je w jadłospisie, więc nie było wyjścia. Z ciekawością, przyznaję, zakasałam rękawy i do dzieła. Smaczne, ale nie zwaliło mnie z nóg, poza tym sporo czasu zajęło mi przygotowanie warzyw. A jak pomyślę o włóknach selera naciowego… brrr!

Na podtrzymanie humoru – a jeśli trzeba na jego poprawę — dobrze jest dać sobie wycisk i pomęczyć trochę organizm. Wyrzut endorfin gwarantowany. Tak mówią. Mnie humoru nie brakuje, (zresztą znam wiele skutecznych sposobów na uśmiech), ale na basen chodzę. I ćwiczę przy muzyce — to świetna zabawa. Ostatnio więcej czasu spędzam na basenie i chyba wraca mój koszmar sprzed lat: skok w galaretkę! Brzmi śmiesznie, ale rano pot się ze mnie leje, w końcu nie łatwo się pływa w gęstym kisielu… Oby nie zabrakło sił na pływanie w realu.

  • Wykop
  • Gwar
  • Facebook
  • Google
  • Technorati
  • TwitThis
  • E-mail this story to a friend!

Dodaj odpowiedź