Na ostatnią wizytę do pani Ali szłam z przeczuciem, że nie jest tak dobrze, jak bym chciała. A tu niespodzianka! 2 kg sadełka mniej
Dochodzę do wniosku, że muszę pozbyć się swojej wagi łazienkowej, która kłamie w żywe oczy – zwykle na moją korzyść, tyle że czasem po ważeniu zasadniczym i decydującym okazuje się, że rezultat jest mniej olśniewający. Tym razem było odwrotnie! Sukces… A teraz muszę się do czegoś przyznać, bo przecież powinno być uczciwie…
Mój mężczyzna i ja poszliśmy na kolację do restauracji, a tam… chciałam dietetycznie, ale wyszło raczej rozpustnie. Co gorsza, nie żałuję
Pochłonęłam ravioli ze szpinakiem i kozim serem (w końcu szpinak jest zdrowy, nieprawdaż? A porcja była całkiem skromna)… Znacznie poważniejszym wykroczeniem była szarlotka na gorąco z kulką lodów waniliowych… Na nic zdało się kreatywne uciszanie sumienia (że to tylko jabłka, a lody pewnie mają trochę wapnia). Ale było pysznie. Za to następnego dnia dałam sobie wycisk na treningu kardio i starałam się wybrać najlżejsze z możliwych przekąski między głównymi posiłkami. Taki wycisk w rytm muzyki lubię najbardziej, a w tym tygodniu udaje mi się ćwiczyć regularnie. Pokornie wróciłam do jadłospisu i mam nadzieję, że wtorkowe przestępstwo ujdzie mi płazem… Obiecuję poprawę
Chciałam dietetycznie, ale wyszło raczej rozpustnie…
Autor: Marta Rachon (9) | poniedziałek, 26 Październik 2009







