Kolejny tydzień…

Autor: Marta Rachon (9) | piątek, 9 Październik 2009

Kolejny tydzień za mną i mam wrażenie… Nie! Jestem przekonana, że tym razem waga ruszy. W dół, oczywiście… W końcu ileż można! Powtarzam sobie, jak mantrę “Teraz albo nigdy!”.

Przepisy, które dostałam ostatnio bardzo przypadły mi do gustu; urozmaicony jadłospis, jest nawet risotto i mój ulubiony makaron… Bo przecież bez makaronu się nie da! A pani Ala zadbała o moje zachcianki i wydała oficjalne zezwolenie. Ha! Przepisy trafione w dziesiątkę.

Dieta sama w sobie nie jest straszna. Jem to, co lubię, w dodatku znacznie częściej niż kiedyś. Dokładnie wtedy, kiedy dopada “mały głód”, pojawia się ssanie i chęć na “niewinne” (a jakże kaloryczne) małe co nieco. O tak, czasem przypominam Kubusia Puchatka… Zwłaszcza, kiedy w pracy pojawiają się pyszności. Nie muszę daleko sięgać pamięcią, ot, choćby dzisiaj: malutkie apetyczne ptyśki z bitą śmietaną, w sam raz na jedno mlasknięcie. A wczoraj ciepłe, pachnące ciasto drożdżowe ze śliwkami i nieprzyzwoitą ilością kruszonki… I bądź tu twarda! Ślinianki aż bolą od patrzenia. Tym razem (mając między innymi na uwadze ten szlachetny obowiązek przyznania się publicznie do winy) obeszłam się smakiem. Przełykając ślinkę, ominęłam pokój socjalny szerokim łukiem. Zamiast tego szklanka wody. I brokuły ze słonecznikiem. Chrupiąco, zielono, zdrowo i, co najważniejsze, naprawdę smacznie! Owszem, jestem łakomczuchem… Muszę jednak przyznać, że to uzależnienie od cukru można pokonać — przejście obojętnie obok maleńkiego ptysia z bitą śmietaną, który całym sobą krzyczy “zjedz mnie!!” wymaga czasem niemal nadludzkiej siły. Przynajmniej w moim przypadku. Ale kiedy uda się raz i drugi, to coraz łatwiej zignorować tę pokusę, kiedy znów pojawia się w socjalnym…

  • Wykop
  • Gwar
  • Facebook
  • Google
  • Technorati
  • TwitThis
  • E-mail this story to a friend!

Jedna odpowiedź do “Kolejny tydzień…”

  1. madzia mówi:

    Gratuluję odwagi pisania o sobie. Będę tu zaglądała. Trzymam kciuki!

Dodaj odpowiedź