Tak to się stało, iż rozwijam swoją aktywność „blogową” z zawodowej na … właśnie jaką? Chyba najwłaściwsze słowo na żywieniową..
Poprzez te wszystkie lata uzbierało się mnie trochę za dużo i tak o to w sierpniu postanowiłem coś z tym zrobić. Pod nadzorem Pani Ani E. pozbywam się powoli nadmiaru samego siebie.
I dobrze! Wreszcie! Mój target coraz bliżej
Kończący się tydzień miał niespodzianki w jadłospisie… Zupę z dyni, której nie umiałem przyrządzić (który facet wie w której części dyni jest miąższ? Ja myślałem że na środku… )
Spróbowałem też twarożku koziego , co zaczęło się wiązać z dużym szacunkiem do tych którzy tolerują ten smak… Były też super pyszne niespodzianki, takie jak gulasz po meksykańsku. Mniam . Takie odchudzanie to ja lubię
W ogóle nigdy bym nie pomyślał iż zmieniając tylko swoje żywienie można tak lecieć z wagi (jakoś tak mam iż mimo rzadkich wizyt w siłowni to i tak chudnę).
Żeby jednak nie było tak różowo – ciągle coś podjadam wieczorami. Żona już się śmieje że kupi sejf na słodycze, ale staram się być twardy i nie dojadać. Naprawdę!







