Pierwsza rodzinna impreza…

Autor: Monika Lipiec (3) | poniedziałek, 9 Listopad 2009

Pojawiła się zaledwie po czterech tygodniach skrupulatnego stosowania wszystkich wskazówek i przepisów Pani Joasi. Na wizycie kontrolnej, która poprzedzała imprezowy weekend, pytałam Panią Joannę co mam zrobić w sobotę, kiedy będę na urodzinach u mojego chrześniaka Maciusia. Byłam bardzo zdziwiona kiedy dowiedziałam się, że w czasie wszelkich uroczystości rodzinnych, bankietów i innych imprez okolicznościowych zapominamy o diecie. Oczywiście z zaznaczeniem, że wszystkie potrawy mogę kosztować z umiarem i zdrowym rozsądkiem. Byłam bardzo zadowolona, ponieważ trochę zastanawiałam się co zrobię jak będę musiała tłumaczyć się rodzinie oraz znajomym, a co to za dieta, a po co ta dieta, a gdzie ta dieta itd., itd.

Nie mogłam doczekać się soboty, gdyż miał być to dzień, w którym pierwszy raz od miesiąca zjem bez kartki i bez określonej godziny. Poza tym wyobrażałam sobie przeróżne smakołyki, które będą mi rozgrzeszone w momencie kiedy ich spróbuję poza programem żywieniowym. Najbardziej jednak cieszyłam się z faktu, że będę mogła zjeść chleb. Zastanawiałam się ile kromek chleba mogę zjeść i będzie to zachowanie umiaru i zdrowego rozsądku. Jak określił mój mąż nadszedł dzień próby. Zjadłam śniadanie, przegryzkę i poszłam na urodziny. Przywitałam się z całą rodziną, lekko rozczarowana, że nikt nie zauważył utraconych przeze mnie 7 kg masy ciała. Od wejścia zajął mnie mój chrześniak i jego rodzeństwo, także moje wizje smakołyków na stole gdzieś nagle się ulotniły. Podano późne śniadanie i wszyscy zasiedliśmy do stołu. Nie mogłam wyjść z podziwu, że po zjedzeniu ½ kromki chleba z chudą wędlinką i plasterkiem pomidorka z ogórkiem praktycznie mogłam powiedzieć dziękuję, gdyż byłam ogromnie najedzona. Oczywiście mili gospodarze nie pozwolili mi poprzestać na tej jednej połóweczce chlebusia, więc jeszcze musiałam spróbować kapustki, sałatki i wędlinki.

Wszystko było w bardzo wielkim umiarze, ale nie dlatego, że musiałam sama się pilnować i wydzielać sobie porcję, żeby nie przesadzić, ale dlatego że miałam uczucie ogromnej sytości. Wykręciłam się zabawą z dziećmi oraz chęcią pomocy w kuchni gospodyni przyjęcia. Obiadek – zupka i drugie danie, na podwieczorek torcik, to było bardzo dużo. Nie powiem, że nie miałam na te rzeczy ochoty, ależ oczywiście. Kiedy przyszła pora obiadu, nie mogłam doczekać się skosztowania wspaniałego rosołku i mięska bardzo smakowicie przyrządzonego. Niestety nie mogłam zjeść dużych porcji, tak jak sobie planowałam, ponieważ bardzo szybko byłam potwornie najedzona. Tortu nie spróbowałam wcale, ponieważ nie miałam na niego w ogóle ochoty. W czasie powrotnej drogi do domu, nie mogłam uwierzyć jak to możliwe, że nie musiałam specjalnie się pilnować, żeby się nie napchać jedzeniem, ponieważ praktycznie mój organizm sam się pilnował. Dochodzę do wniosku, że co innego głowa, a co innego żołądek.

Moja głowa nie mogła doczekać się jedzenia według mojego starego schematu żywieniowego, natomiast mój żołądek funkcjonował już według nowego, lepszego. Nawet teraz po niemal 10 miesiącach stosowania diety, są chwile kiedy wyobrażam sobie, że w związku ze zbliżającą się jakąkolwiek uroczystością, najem się za wszystkie czasy, a tu niestety nie bardzo mogę, gdyż szybko czuję się najedzona. Choć myślę, że gdybym chciała to pewnie mogła bym zjeść więcej, wówczas mówię stop, choć nie zawsze jest to proste.

Monika Lipiec – pod opieką doradcy żywieniowego SetPoint – Joanny Wielowskiej

  • Wykop
  • Gwar
  • Facebook
  • Google
  • Technorati
  • TwitThis
  • E-mail this story to a friend!

Dodaj odpowiedź