To już cztery miesiące odchudzania…jakoś mnie zbiera na małe podsumowanie. Ostatnie cztery miesiące niejednokrotnie mnie zaskoczyły. Doświadczeń mam mnóstwo…postaram się je uporządkować według dwóch kategorii: co okazało się łatwe a co trudne (okazało się bo często z założenia miało być inne:))
ŁATWE
- okazało się przygotowanie posiłków…na początku przepisy jak z laboratorium chemicznego nieco mnie odstraszały…ale poszło zaskakująco łatwo!
- odstawienie słodyczy…okazało się że jadłam je raczej chyba dla towarzystwa
- poznawanie nowych smaków…niesamowite nowe połączenia…wątróbka z jabłkiem…placki z dyni…pasta z awokado…pycha!
- przerzucenie się z podjeżdżania nawet jednego przystanku na spacer. Od nowa poznaję Warszawę! Nawet swoją własną dzielnicę! Ile rzeczy omijało mnie w wagonach tramwajów…w zatłoczonych autobusach.
TRUDNE
- pierwsze dwa tygodnie…byłam ciągle głodna
- odzwyczajenie się od codziennego jedzenia mięsa
- odstawienie kawy (na pierwsze dwa tygodnie)…którą uwielbiam. Teraz po prostu przestawiłam się na kawę na chudym mleku…bez cukru i syropów:)
- przestoje w diecie, czyli tygodnie przez które mimo wysiłku mój organizm nie chciał oddać ani grama tłuszczu.
Dobra wystarczy tych podsumowań ….to przecież jeszcze nie koniec:).
Dorota – pod opieką doradcy żywieniowego SetPoint – Anny Englisz
Tagi: dorota, grama, głód, ochudzanie, setpoint








Zazdroszczę Tobie siły i wytrwałości. 4 miesiące to szmat czasu. Ja wytrzymuję 5 dni. Trzymam kciuki za Ciebie… może mi też się uda jak uwierzę, że można, idąc w Twoje ślady.
Na początku jest bardzo ciężko, to fakt, nie ma co sobie mydlić oczu. Ale jest to absolutnie możliwe do przejścia, a efekty są niesamowite, trzeba tylko troszkę dać się poprowadzić:) Życzę powodzenia w odchudzaniu i również trzymam kciuki!