Pod koniec czerwca tego roku myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi: obroniłam dyplom…za granicą… marzyłam o tym od dawna i pracowałam nad tym od dwóch lat. Wróciłam do Polski …do domu…. i nawet nie chciał mi się iść na imprezę…do restauracji żeby świętować. Powód był bardzo prosty, wręcz banalny, źle czułam się w swoim własnym ciele. Przy moim niskim wzroście (niecałe 160 cm) nie mieściłam się czasem w rozmiar 44…koszmar…i płacz …po powrocie z każdych zakupów. Niejednokrotnie słyszałam, że przesadzam, że trzeba się pokochać takim jakim jest, że taka moja uroda, że mężowi taka się podobam…..tylko jak im wytłumaczyć że ledwo wchodzę na czwarte piętro, że nie mam energii, że nic mi się nie chce…
Ale dosyć tego smutnego nastroju! Skoro piszę tutaj to oznacza, że coś się zmieniło. I to jak! Oprócz wielu kilogramów mniej, mam dużo więcej energii, nową fryzurę, chętnie wychodzę z mężem na spacery, do kawiarni, a z zakupami wbiegam na czwarte piętro!
Wszystko zaczęło się na początku lipca w siedzibie SetPoint. Moja siostra postanowiła tak uczcić moją obronę dyplomu (przez co była przez całą rodzinę potępiana…że mi nie pomaga…..że potwierdza że źle wyglądam…że powinna mnie pocieszać a nie dobijać zabraniem do dietetyka….nie wiedzieli jak bardzo się mylą:)). Z pomocą Pani Ani zaczęłam dietę. Acha przed dietą był jeszcze pomiar masy ciała…tkanki tłuszczowej koszmar…wstyd mi było, że tak się zapuściłam. Pierwsze dwa tygodnie były naprawdę ciężkie, rozepchany zajadaniem problemów żołądek ciągle domagał się jedzenia. Ale efekt dla mnie imponujący: po dwóch tygodniach jedzenia pięć razy dziennie schudłam 2,4 kg! Pierwszy sukces! Dopiero wtedy po dwóch tygodniach uwierzyłam, że może rzeczywiście uda mi się schudnąć:).
Dorota – pod opieką doradcy żywieniowego SetPoint – Anny Englisz







