To mój 6 tydzień kuracji i zaczynam mieć (o dziwo dopiero teraz) zachcianki..:( Chce mi się coś słodkiego, i to jak!! Czekoladki najbardziej (uwielbiam czekoladę w każdej postaci). A im dłużej się nad tym zastanawiam to pojawiają się i inne, ale przy tym wymiękają:), zawsze jakoś tak moje myślenie schodzi na CZEKOLADĘ. Ostatnio odkryłam, że moją chętkę na „ciuciu” mogę zaspokoić (w niewielkim, aczkolwiek znaczącym dla mnie stopniu) kisielkiem np. słodkiej chwili, który nota bene mam rozpisany w przekąskach. Przyznam, że przed dietą nawet nie spojrzałabym na coś takiego, bo jak to może zastąpić czekoladę…?? A jednak może.. Ostatnio wspomniałam o tym Pani Kasi i podała mi kolejny fantastyczne sposób – takie moje placebo. Pod warunkiem, że poprzestanę na jednej kosteczce (gorzkiej:)) czekolady mogę ją sobie dorzucić do najzwyklejszej kaszki manny. No cóż leprze to niż nic sobie pomyślałam. Ale okazało się przepyszne z uwagi na to, że chyba po tych wszystkich wyrzeczeniach „osłabły” mi kubeczki smakowe i tą jedną kosteczkę wyczuwał ze zdwojoną siłą. I gdy wmówię sobie, że zjadłam więcej niż jedną kostkę to jestem zadowolona a wyrzutów sumienia brak…:) Bo jak wiemy wszystko zależy od naszego myślenia i nastawienia.
Marta – pod opieką doradcy żywieniowego SetPoint – Katarzyny Faliszewskiej
Tagi: placebo







