2 kilogramy mniej…

Autor: Marta Rachon (9) | wtorek, 1 Grudzień 2009

2 kilogramy mniej… hm, to jakieś 20 tabliczek czekolady, nieprawdaż? Całkiem nieźle, a nawet wspaniale, w moim beznadziejnym — jak mi się już zaczęło wydawać — przypadku. Oby tak dalej. Trzeba zrobić miejsce na święta… ;) Żart, oczywiście, zasłyszany niedawno w SetPoint.

Po moim wyjeździe do Czech (i pamiętnym kołaczyku w cukrze i orzechach …mmm…) przez 2 tygodnie mój jadłospis obfitował w warzywka. Po drodze była jeszcze impreza, na której skusiłam się na kawałek tortu (urodzinowego, więc jak można było odmówić?!). Więcej wyskoków nie pamiętam… Na początku, kiedy zobaczyłam, że na obiad mogę zjeść tylko fasolkę szparagową albo cukinię, myślałam, ze będę chodzić z bólem głowy i brzucha, ale brzuch okazał się usatysfakcjonowany :) Przy tym sałatki, lekkie śniadania – czułam się bardzo dobrze. Chociaż nie jestem pewna, czy nie odkochałam się w cukinii… Co za dużo, to niezdrowo :) Podczas ostatniej wizyty rozśmieszyłam nieco panią Alę, bo na pytanie, co dalej robimy, poprosiłam błagalnie “tylko nie warzywka”…

Dwie anginy temu regularnie ćwiczyłam i byłam w nie najgorszej formie, a teraz jestem w permanentnym stanie wycieńczenia. Nawet wychodząc z metra, dostaję zadyszki… Wciąż nie mogę pozbyć się “przeziębienia”. Ostatnio pacjentka (jestem fizjoterapeutką), widząc moje załzawione oczy i czerwony, powycierany nos, podarowała mi maseczkę, a inna podzieliła się przepisem na “syropek” czosnkowy na spirytusie… Wracam powoli do ćwiczeń, ale widzę, że moja wydolność pozostawia wiele do życzenia. 45-minutowy trening, który wcześniej sprawiał przyjemność (choć czuło się mięśnie, oj, czuło…), teraz jest nieziemska mordęgą… Wynalazłam sobie na razie parę lżejszych treningów, byle się czasem poruszać i nabrać trochę sił.

Marta – pod opieką doradcy żywieniowego SetPoint – Alicji Kalińskiej

  • Wykop
  • Gwar
  • Facebook
  • Google
  • Technorati
  • TwitThis
  • E-mail this story to a friend!

Tagi:

Dodaj odpowiedź