Wróciłam do domu, nasycona zwiedzaniem, zmęczona całodziennym chodzeniem, troszkę niewyspana, nieco chora i szczęśliwa, bo waga o dziwo nie drgnęła:) Może zabrzmi to dziwnie, jako wpis osoby odchudzającej się, ale jako gość prawdziwej angielskiej rodziny przez kilka dni miałam nieco okrojony wybór posiłków. I mogę zdecydowanie powiedzieć jedno – Polska kuchnia wcale nie jest ciężka i niezdrowa! Jemy dużo kapusty, buraków, cebuli, marchewki, selera, pora,ogórka, pomidorów, brukselki, kalafiora, brokuła….i wielu wielu innych….w Anglii warzywo to frytki albo marchewka smażona w oleju…uff….ale to już za mnąJ Po powrocie do domu zjadłam miskę sałaty, której kiedyś o dziwo nie lubiłam, i rzuciłam się na owoce jakbym ich rok nie widziałaJ Hehe ….moje nowe przyzwyczajenia. Teraz spędzę parę dni w łóżku lecząc się przeziębienia, które prawdopodobnie dopadło mnie z powodu ciągłych zmian temperatury na wyjeździe i od poniedziałku ruszam pełną parą! Już zapisałam się na ćwiczenia trzy razy w tygodniu - więc klamka zapadła! Czuję, że to już ostatnia prosta! Trzymajcie kciuki!







