Tak to już jest, że niektorzy (czytaj: ja) mają słabą “silną wolę”
a to wypad z przyjaciółmi bynajmniej nie przy herbacie:/ a to wakacje – trudno było się tylko patrzeć na szwedzki stół rozmaitości:)Były obawy, czy nie spalę się ze wstydu, jak waga wróci na “górne rewiry”, okazało się, że może na wakacjach nie schudłam drastycznie
) ale utrzymałam wagę, bez wielkiego wysiłku. Tak naprawdę ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, najważniejszym sukcesem nie jest to czy waga pokazuje pół kilo “+” czy “-” (choć bardzo ważne:)) ale to, że nauczyłam się jeść z głową nie katując się przy tym ograniczaniem wszystkiego co lubię. Bedąc na wakacjach w Hiszpanii, owszem jadłam te wszystkie pyszności, ale sama byłam zdziwiona, że kiedy nie jestem pod czujnym okiem Pani Eli, to nie rzucam się na białe chrupkie, cieplutkie pieczywo, tylko zjadam na śniadanie jednego tosta plus jakies tam dodatki. Na obiad czy kolację nie potrzebowałam żadnego ryżu czy ziemniaczków. Wychodziłam, szczęśliwa, najedzona io bez wyrzutów sumienia
. I mimo mojej wcześniej wspomnianej słabej “silnej woli” to z tymi przyzwyczajeniami żywieniowymi jeśli jakiś tydzień nie chudnę, to najfajniejsze jest to, ze na wadze nie przybywa. Ja czuję się lżejsza, żołądek lepiej pracuje i wiem, że jedząc sobie tak, jak nauczyła mnie Pani Ela, prędzej czy poźniej osiągnę wagę odpowiednią:) jedyny problem, to lenistwo na ćwiczenia:D ale już wiosna, tylko zwalczę katar i zabieram się za długie spacery plus 3 razy w tygodniu jakieś intensywniejszy wysiłek;)
Ale fakt faktem – nawyki żywieniowe to podstawa! ciężko je wypracować – tym bardziej zdrowo i rozsądnie – w moim przypadku dzięki Pani Eli udało się to mam nadzieję:)
Pozdrawiam!
zrozumiałam w czym rzecz:)
Autor: Maja (4) | wtorek, 30 Marzec 2010







